Oświadczam wszem i wobec, że dziś zaliczyłam po raz pierwszy siłownię.
Godzina intensywnego treningu pod okiem instruktora.
Kobietka rozpisała mi trening, a właściwie trzy treningi. Zaznaczyłam tylko, że nie znoszę bieżni, co miła pani uwzględniła rozpisując w treningu orbitrek i rowerek na zmianę. Wyraziłam chęć chodzenia co najmniej czery razy w tygodniu i obym w tym postanowieniu wytrwała.
Wrażenia?
Podoba mi się wystrój, a to już dużo. Przestrzeń niewielka, ale zagospodarowana dobrze.
Muzyka dodaje "pałeru".
Na końcu każdego treningu widnieje tajemniczy: masaż.
Byłam go bardzo ciekawa.
Przyznam, że z braku kondycji (ćwiczonka w domu absolutnie nie przygotowały mnie na tego typu trening) na koniec czułam jak trzęsą mi się mięśnie, ale wytrwałam.
Instruktorka spytała nawet czy ćwiczyłam wcześniej, bo dość dobrze radziłam sobie technicznie i z oddechem. A jasne, że tak, a że było to kilkanaście lat temu to juz taki mały drobiazg.
Wreszcie ćwiczenia zakończyłam i udałam sie na zasłużony masaż
Masażer wygląda mniej więcej tak.
Po raz pierwszy miałam do czynienia z taką maszynerią, więc byłam ciekawa co to za zabawka.
Po 10 minutach masowania różnych części ciała czułam przeogromną ulgę dla zmaltretowanych mięśni.
Jedyne co mnie zaskoczyło w treningu to brak rozciągania na koniec. Poza tym ćwicząc, jednocześnie świetnie się bawiłam.
Jutro melduję się ponownie w klubie.
Gorzej natomiast z dietą. Jakoś pomysłów na tanie i szybkie dania dietetyczne mi brak, ale cały czas nad tym pracuję ograniczając po prostu posiłki, które spożywam.
A dziś to w ogóle dieta poszła się paść za sprawą...
...takiego oto torta mojego synka, który to dziś skończył 4 lata.
Zjadłam dwa kawałki, przyznaję, ale biczować się nie zamierzam.
Był pyszny.
Zatem jutro również dietetycznie wracam do gry .
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 10 stycznia 2013
piątek, 28 grudnia 2012
1. Dieta bogatoresztkowa
Postanowiłam, że dzień dzisiejszy będzie pierwszym dniem mojego nowego życia. Ale to postanowiłam wczoraj. Jako mam dwójki maluchów czasami zapominam o sobie i moich postanowieniach na rzecz, wiadomo, własnych dzieci.
Dziś rano, nieświadomie, zastosowałam dietę bogatoresztkową tzn. bogatą w resztki, które pozostawiły maluchy. O zgrozo! Jednak nie wpadłam w panikę, tylko po prostu nie zjadłam swojego, zaplanowanego śniadania.
Zresztą, poczyniwszy również postanowienie dietetyczne doszłam do wniosku, że konkretnej diety to ja nie dam rady, ale z każdej coś, w rozsądnych ilościach, stosując zdrowsze zamienniki to i owszem.
Zajrzałam zatem do lodówki i do portfela i westchnęłam. Zdziałać mogę niewiele, ale zawsze więcej to niż nic. Zamrażalkę mam bogato zaopatrzoną w kurzęce cycki, które uwielbiam, więc na pewno coś wymyślę. Dziś po prostu zastosowałam dietę MŻ, do tego stopnia, że cały czas czułam i czuję niedosyt i nawet słyszę jak żołądek mi się buntuje.
Generalnie dziś miałam zwariowany dzień, wiec po położeniu dzieci spać przez głowę przebiegła mi myśl, że może jednak od jutra....O nie, nie! A co ja na blogu napiszę? Po jakie licho go zakładałam, że po jednym poście już mi się nie chce. Stop!
W garść się wzięłam i o 21:21 zaczęłam ćwiczyć.
Miałam poćwiczyć 45 minut. wytrzymałam 30 minut i przerwałam, bo mięśnie zaczęły mi się trząść. Jak na pierwszy raz to i tak jestem z siebie dumna :) Nie poddałam się!
A, i jeszcze jedno. Stanęłam dziś na wadze i ujrzałam dokładnie 73,6 kg.
Uśmiechnęłam się zadowolona, bo bałam się, że po świątecznym obżarstwie przekroczę 74 kg.
Dziś rano, nieświadomie, zastosowałam dietę bogatoresztkową tzn. bogatą w resztki, które pozostawiły maluchy. O zgrozo! Jednak nie wpadłam w panikę, tylko po prostu nie zjadłam swojego, zaplanowanego śniadania.
Zresztą, poczyniwszy również postanowienie dietetyczne doszłam do wniosku, że konkretnej diety to ja nie dam rady, ale z każdej coś, w rozsądnych ilościach, stosując zdrowsze zamienniki to i owszem.
Zajrzałam zatem do lodówki i do portfela i westchnęłam. Zdziałać mogę niewiele, ale zawsze więcej to niż nic. Zamrażalkę mam bogato zaopatrzoną w kurzęce cycki, które uwielbiam, więc na pewno coś wymyślę. Dziś po prostu zastosowałam dietę MŻ, do tego stopnia, że cały czas czułam i czuję niedosyt i nawet słyszę jak żołądek mi się buntuje.
Generalnie dziś miałam zwariowany dzień, wiec po położeniu dzieci spać przez głowę przebiegła mi myśl, że może jednak od jutra....O nie, nie! A co ja na blogu napiszę? Po jakie licho go zakładałam, że po jednym poście już mi się nie chce. Stop!
W garść się wzięłam i o 21:21 zaczęłam ćwiczyć.
Miałam poćwiczyć 45 minut. wytrzymałam 30 minut i przerwałam, bo mięśnie zaczęły mi się trząść. Jak na pierwszy raz to i tak jestem z siebie dumna :) Nie poddałam się!
A, i jeszcze jedno. Stanęłam dziś na wadze i ujrzałam dokładnie 73,6 kg.
Uśmiechnęłam się zadowolona, bo bałam się, że po świątecznym obżarstwie przekroczę 74 kg.
![]() |
| zdjęcie ze strony bezpowodu.com |
czwartek, 27 grudnia 2012
Czas by był
Odchudzanie zaczynałam zawsze : od jutra, od poniedziałku, od następnego miesiąca itd.
Efekt?
Przed Świętami ponad 73 kg na wadze przy 160 cm wzrostu. O zgrozo!
Teraz na pewno więcej, bo przecież świąteczne obżarstwo na pewno zostawiło kilkaset (co najmniej) gram dodatkowo.
Prawda ujrzy światło w dniu jutrzejszym kiedy to zważę się i zmierzę.
Moje spojrzenia rzucane w lustro są przelotne, bo nie mam ochoty schrzanić sobie reszty dnia wizją mojego wyglądu.
Prawda jest okrutna!
Tak źle nie wyglądałam nigdy wcześniej!!!
Moje samopoczucie, a zwłaszcza samoocena uległy znacznemu obniżeniu.
I jest na to tylko jedna rada: ruch i dieta, a raczej racjonalne odżywianie.
Nie jestem specjalistką ani od dietetyki, ani od ćwiczeń, ale na szczęście wujcio Google całkiem sprawnie mi działa.
Założenie tego bloga jest dla mnie ostatnią deską ratunku, bo mam nadzieje, że jego prowadzenie zmobilizuje mnie do walki o moje lepsze JA!
Jest już wieczór, resztki poświątecznych potraw skonsumowane.
Zatem zaczynam...od jutra :)
Dlaczego od jutra?
Bo dzisiejszy wieczór poświęcam na ułożenie sobie jadłospisu oraz wynalezienie treningu.
Uff! Słowo się rzekło!
Teraz czas na działanie!
Trzymać kciuki!
Jim Rohn
Efekt?
Przed Świętami ponad 73 kg na wadze przy 160 cm wzrostu. O zgrozo!
Teraz na pewno więcej, bo przecież świąteczne obżarstwo na pewno zostawiło kilkaset (co najmniej) gram dodatkowo.
Prawda ujrzy światło w dniu jutrzejszym kiedy to zważę się i zmierzę.
Moje spojrzenia rzucane w lustro są przelotne, bo nie mam ochoty schrzanić sobie reszty dnia wizją mojego wyglądu.
Prawda jest okrutna!
Tak źle nie wyglądałam nigdy wcześniej!!!
Moje samopoczucie, a zwłaszcza samoocena uległy znacznemu obniżeniu.
I jest na to tylko jedna rada: ruch i dieta, a raczej racjonalne odżywianie.
Nie jestem specjalistką ani od dietetyki, ani od ćwiczeń, ale na szczęście wujcio Google całkiem sprawnie mi działa.
Założenie tego bloga jest dla mnie ostatnią deską ratunku, bo mam nadzieje, że jego prowadzenie zmobilizuje mnie do walki o moje lepsze JA!
Jest już wieczór, resztki poświątecznych potraw skonsumowane.
Zatem zaczynam...od jutra :)
Dlaczego od jutra?
Bo dzisiejszy wieczór poświęcam na ułożenie sobie jadłospisu oraz wynalezienie treningu.
Uff! Słowo się rzekło!
Teraz czas na działanie!
Trzymać kciuki!
Zadbaj o swoje ciało!
To jedyne miejsce, w którym żyjesz naprawdę!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



